Hodowla Border Collie

Nigdy nie hodowałam psów na dużą skalę, niemniej praktycznie w każdej rasie, z jaką zetknęłam się bliżej (mieszkałam pod jednym dachem), „mam na sumieniu” kilka miotów.

Powołanie do życia nowej istoty, to wielka frajda, ale jeszcze większa odpowiedzialność. W dzisiejszych czasach „produkcja psów”, to dziedzina, w której zdecydowanie podaż przewyższa popyt. Dla mnie, jako dla hodowcy, najważniejsze jest, żeby szczenięta trafiły do ludzi, którzy będą chcieli i potrafili, zaspokoić ich potrzeby, tak, by obie strony, na równi czerpali przyjemność ze wspólnego życia.

Pierwszą, rodowodową suką, jaką miałam zaraz po skończeniu szkoły średniej, była czarna cocker-spanielka Linda. Linda miała dzieci tylko raz i były to najrozkoszniejsze szczenięta, z jakimi kiedykolwiek się zetknęłam. Po tym doświadczeniu, już na zawsze został mi sentyment do tej rasy.

Następnie, a raczej równolegle (zwykle miałam co najmniej dwa psy), w moje życie wkroczyły yorkshire terriery. Moja pierwsza suka tej rasy ( w latach 80-tych), była żywym dowodem na to, że właściwie wychowany pies, niezależnie od wielkości, może być doskonałym , zrównoważonym towarzyszem.
Una (tak miała na imię) była psim ideałem i gdziekolwiek się pojawiła, zjednywała sobie sympatię otoczenia. Oczywiście, nie oparłam się pokusie rozmnożenia mojej suczki i większość jej dzieci wspominam, jako równie miłe i nieuciążliwe dla otoczenia psy.

Kolejna suczka, Botwinka, to PON (polski owczarek nizinny), moja pierwsza „gwiazda reklamowa”. Z nią musiałam się trochę napracować, żeby „wyprowadzić ją na ludzi” (pardon, na psy), ale poddana odpowiedniemu szkoleniu, stała się nie tylko wspaniałym psem rodzinnym, ale również, z łatwością wykonywała wszystkie zadania aktorskie na planie filmowym. Botwinka miała trzy mioty, po trzy szczeniaki w każdym, (nie lubiła się przemęczać) i wspominam je równie ciepło, jak poprzednie „psie dzieci”.

W międzyczasie, uległam krótkiej fascynacji amerykańskimi staffordami, kiedy pierwsi przedstawiciele tej rasy zawitali do Polski i kupiłam błękitną suczkę; Mantę. Manta, ze swoim temperamentem psa do walk, stanowiła dla mnie, jak do tej pory największe wyzwanie, ale dzięki trudnościom,
jakie musiałam przezwyciężyć, zyskałam cenne, w mojej pracy trenerskiej, doświadczenia. Dzieci Manty, (a również miała trzy mioty) z reguły były zdecydowanie przyjaźniej nastawione do pobratymców, ale też na ojca jej dzieci wybierałam psy zrównoważone i przyjazne, co w oczywisty sposób przekładało się na charakter potomstwa.

Później zainteresowałam się wyścigami chartów i tak oto w moje życie wkroczyły whippety. Przez mniej więcej 10 lat, ścigałam się z moimi psami na torach całej Europy, a na swoim koncie mam wygrane w wielu prestiżowych zawodach, z Mistrzostwami Europy włącznie. Wciąż jeszcze żyje ze mną para charcich emerytów, których wspaniałe galopy po okolicznych łąkach, mogę podziwiać do dziś.

Moją najnowsza miłość, to border collie, ponieważ są najbardziej wszechstronne użytkowo. W ostatnich latach wzrost popularności borderów może cieszyć, bo to by znaczyło, że coraz więcej ludzi ceni sobie aktywny wypoczynek z psem. Niestety, zawsze istnieje pewien procent snobów, którzy kupują psa określonej rasy bo jest modna, nie biorąc pod uwagę własnych ograniczeń czasowych, czy też zwykłego lenistwa. Warto wiedzieć, że inteligentny pies, jakim jest border collie, zawsze znajdzie sobie jakieś zajęcie, ale być może, będziemy wtedy przeklinać dzień, kiedy zdecydowaliśmy się go kupić.

Moje bordery na brak zajęć nie narzekają. W chwili obecnej mieszkają ze mną dwie młode suki: blue-merle Use Your Heart z Cernobilych (Herti) i czekoladowa Harley Quinn Black&White Smith.

Pozostańmy w kontakcie

Psi Hotel - Psia Szkoła
Beata Hettlinger

30km od Warszawy, przy trasie katowickiej, na wysokości Żabiej Woli

Adres

ul. Fiołkowa 52
Pieńki Zarębskie
96-321 Żabia Wola

Poczta e-mail